Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Draka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Draka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2013

Zabawki



Jak patrzę na te wszystkie kółeczka, pierścienie, piłeczki, świnki, myszki, kostki – a wszystko z gumy, albo z plastiku – to niedobrze mi się robi! Ani to pożywne, ani smaczne, ani w ogóle do zeżarcia – a czasem to tylko zwierzaka robi w konia! Idziesz, patrzysz – kość!... No to ją w paszczę!... I co? Tfu, lateks i w ogóle madeinchina…[1]

Ale większość psów, zwłaszcza te młodsze, lubi takie paskudztwa. A już ta, co teraz ze mną mieszka w biurze, ta Agia, to szczególnie. Ma na razie cztery takie zabawki i wszystkie piszczą, jak się je ugryzie albo nadusi: gruszkę, golonkę, kość i prosiaka.
                       
Te zabaweczki to jej skarb – nikomu ich nie pozwala dotknąć, chyba tylko naszej głównej bezogoniastej. Bo się razem bawią tymi głupotami: siedzą na podłodze, bezogoniasta palcami naciska, Agia nosem i toto piszczy tak, że normalny pies bierze ogon pod siebie i zwiewa na podwórze.

Aż tu pewnego dnia trafiła do nas Piratka, malutka suczka, kundelka, ze zwichniętym biodrem. Ktoś ją znalazł przy ruchliwej drodze i przywiózł. Najpierw wylądowała u zjaw, którzy nastawili jej tę łapkę, a jak już trochę wydobrzała – to do schroniska. I tu chwilowo – bo biedna, słaba i kulawa – zamieszkała w biurze. Siedzę, łbem kręcę i myślę, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo w biurze będą mieszkać same zwierzaki, a bezogoniaści pójdą do wiat. A ja sobie pod płotem jakąś norę wygrzebię, albo co…
                       
Ale nie o tym chciałam… Piratka na dzień dobry dostała zabawkę – pluszowego tygryska. Niestety – piszczącego! Ledwo ten pisk usłyszała Agia, zaczęło się! Co piszczące to moje! Oddawaj!... I łomot! Zanim się bezogoniaści obejrzeli. No więc hałas, rozdzielanie, fochy, dąsy… Ale uspokoiło się. Tygrysek wylądował pod jakąś szafą chyba… bo go nie widać… Na razie…

Niektóre starsze psy też przepadają za zabawkami. Draka, na przykład – choć może nie jest stara, bo ma góra trzy lata (już ją widzieliście na tym blogu) – to przecież duża, silna i w sumie poważna amstafka.
           
Siedziała sobie spokojnie w kojcu, aż tu widzi, że po sąsiedzku wprowadza się Bonzai, troszkę starszy, nie za duży kundelek, którego kiedyś ktoś się pozbył, wyrzucając z samochodu.
           
 Bezogoniaści przenieśli mu budę, miski, posłanie i zabaweczkę, której – mądry pies! – nie używał. Agia za to ją zobaczyła i zamarła. Zwykle, jak się coś dzieje w pobliżu, to  ona po kojcu wprost lata, a tutaj – żona Lota! Daaaaajcie!...
Nasza bezogoniasta zobaczyła jej spojrzenie i dała jej tę zabawkę. No i Draka zapomniała o całym świecie… Ale tylko na parę dni, bo potem zaczęło się dziać!
Przyszła do schroniska bezogoniasta, która wypatrzyła sobie Drakę na stronie internetowej. Kiedyś miała amstafa, więc sentyment i te rzeczy… Rzecz jednak w tym, że teraz mieszkał sobie z nią – prócz własnego bezogoniastego – jeszcze mały własny pekińczyk. No i czy psy się pogodzą? Nasi zasugerowali, żeby tego pekińczyka do nas sprowadzić – niech się zwierzęta poznają.
No i odbył się pierwszy spacer: bezogoniasta prowadziła pekińczyka, a jej bezogoniasty – Drakę. Mały kudłacz oczywiście od razu rozdarł się na Drakę, a ona, wiadomo, na inne psy potrafi być cięta, więc w tyle nie została. Więcej było szczekania niż spacerowania. Drugi spacer po paru dniach wyglądał identycznie.
Myśleliśmy tu wszyscy, że bezogoniaści z pekińczykiem dadzą sobie spokój. Ale nie – pojawili się po raz trzeci. A Draka zrozumiała, w czym rzecz. Żadnych wrzasków, żadnej piany z pyska, przeciwnie: Oooo, jaka mała miła psunia! Śliczności! Daj, pyszczek ci wyliżę! I resztę też… Pekińczyka zamurowało, stał sztywny ze ślepiami w słup, a Draka go ze smakiem wylizywała. Siedziałam z boku i zerkałam. Obrzydliwa jest, myślałam sobie, wpierw wymyje - zeżre potem. Pekińczyk chyba myślał podobnie, ale bał się poruszyć. Jego bezogoniaści natomiast uznali, że lody zostały przełamane. Zdecydowali, że będzie dobrze. I adoptowali Drakę. Szła z nimi zadowolona: ma teraz żywą zabaweczkę, nie plastikową!...
A my od paru dni nerwowo przeglądamy wszelkie ogłoszenia. Czy ktoś przypadkiem nie szuka nowego pekińczyka.

Tyle o zabawkach. No, może nie całkiem. Zjawy narzekają, że dostajemy te piszczące, gumowe i plastikowe, że nie powinno ich być. Bo pies siedzi w kojcu i często się nudzi. I z tych nudów zabawkę rozpracowuje na kawałeczki. I te kawałeczki łyka. I one niekiedy nie opuszczają psich organizmów normalną drogą, tylko tkwią w żołądku i jest problem. Operacyjny, że tak szczeknę. No i uzgodnili z naszymi bezogoniastymi, że jeśli się mamy bawić, to różnymi takimi dużymi węzłami z naturalnych sznurów, albo prawdziwymi kośćmi, albo kijkami brzozowymi… A guma i plastik – do kosza!
Ja tam nie narzekam!




[1] Tu do końca nie wiem, o co chodzi… Bezogoniaści tak mówią, jak im się coś nie podoba, albo jak się psuje, albo rozlatuje w rękach. A ostatnio jeden nasz bezogoniasty mówił tak, bo kupił coś i to się zepsuło, i teraz ten bezogoniasty będzie chyba miał małe bezogoniaste… No nie rozumiem…

niedziela, 23 grudnia 2012

Bezogoniaści, tym razem ci młodzi i bardzo młodzi, znów stanęli na wysokości zadania.
Skończyła się akcja zbierania dla nas karmy, którą prowadziliśmy w szkołach. Nazywała się, jak co roku, „Psu na budę”, ale tym razem miała formę konkursu. No i przedstawicieli trzech szkół, które zgromadziły karmy najwięcej, nasi bezogoniaści zaprosili do schroniska.
Niektórzy przyszli trochę wcześniej i trafili na straszny młyn. Akurat odbywały się u nas szczepienia zwierząt, a w dodatku zaczął przeciekać dach w jednej z wiat, więc nasi mieli pełne ręce roboty. A inni byli na interwencjach, a jeszcze inni robili fotki nowym psom i tymi gośćmi, którzy przyszli wcześniej nie miał się kto zająć. Próbowałam ja, ale chyba nie zrozumieli moich intencji. Chodzili po schronisku, a ja z nimi. Chciałam im pokazać trzecią wiatę, bo w pierwszej były te szczepienia, a w drugiej – ten cieknący dach. No to zabiegłam im drogę, szczeknęłam parę razy, żeby wskazać kierunek, a oni wtedy popatrzyli tak nieufnie i boczkiem, boczkiem, szerokim łukiem, obeszli mnie i poszli gdzie indziej. No to odpuściłam i wróciłam do biura.
Ale potem już było jak należy: były podziękowania, wręczenie pamiątkowych statuetek i dyplomów, dziennikarze z gazety zrobili zdjęcia i już na drugi dzień ukazał się w prasie opis tego wydarzenia.
                       
Jak ci goście wychodzili, to wszystkie psy w schronisku zaczęły wyszczekiwać podziękowania. Chyba zrozumieli,  co szczekaliśmy, bo się uśmiechali idąc do bramy.
Wszyscy tu w schronisku – i my, i nasi bezogoniaści – byliśmy mile zaskoczeni, że tyle szkół wzięło udział w naszej akcji. No bo żywność dla zwierząt schroniskowych zbierano w dwudziestu dziewięciu szkołach! To jest coś! W porządku bezogoniaści!

Ale to nie koniec miłych wydarzeń. Pisałam już na blogu o bezogoniastym, który chciał adoptować Harry’ego (to taki husky). Chodził do niego długo, zabierał na spacery, poznał ze swoją bezogoniastą i w końcu wziął Harry’ego do domu. I odprowadził parę dni potem, bo Harry skoczył na tę bezogoniastą i ugryzł ją… Winy psa w tym nie było, ale…
                       
Myśleliśmy, że to koniec, ale okazało się, że nie. Minęło parę miesięcy i ten bezogoniasty znów zaczął przychodzić do Harry’ego. Ta jego bezogoniasta też. Posiedzieli w domu, pogadali, zastanowili się – i postanowili spróbować jeszcze raz. Bo nie mieli spokoju, bo sumienie ich gryzło…
No i są w schronisku dwa albo trzy razy w tygodniu. Bezogoniasta przestała się bać Harry’ego, a on na nią nawet nie warknął, przeciwnie – cieszy się na jej widok i pokazuje to, jak tylko umie. Będą się spotykać dodatkowo z treserem, pracować, a potem, może za tydzień, może za dwa…
Trzymalibyśmy za nich kciuki, ale psom to jakoś nie wychodzi, więc tylko popiskujemy zawsze, gdy ich widzimy: oj, żeby się udało!...

I jeszcze jedna miła niespodzianka. Też już trochę wiecie na ten temat. Tym razem chodzi o młodą amstafkę, Drakę.
                      
Ją z kolei chciał adoptować inny młody bezogoniasty. I on przychodził do niej długi czas, poznawał psa, zaprzyjaźniał się z nim, a jednocześnie przekonywał swoich rodziców, by się zgodzili przyjąć ją do domu. No i zgodzili się. Tylko że gdy Draka pojawiła się w mieszkaniu, cos się odmieniło. Matka tego bezogoniastego wystraszyła się jej i to tak bardzo, że… No, krótko mówiąc, Draka jeszcze tego samego dnia wróciła do schroniska.
I znowu minęło kilka tygodni. Pewnego dnia patrzymy – młody bezogoniasty wraca! Jakoś przekonał matkę. Chcą spróbować jeszcze raz. Tylko tym razem ta matka też będzie przychodzić do schroniska i przyzwyczajać się do Draki. Jeszcze nie zaraz, bo choruje, ale już wkrótce. No i jest szansa, że tym razem się uda. Tak sobie myślę, że… Tfu, żeby nie zapeszyć, nic już więcej na ten temat nie szczeknę.

Jeszcze tylko komiks zamieszczę, śliczny jak nie wiem co! Tę bajkę narysowała suczka podpisująca się pseudonimem Edyta Piosik. Miłego oglądania!

aby powiększyć kliknij na obrazek lub najlepiej otwórz w nowej zakładce




niedziela, 16 grudnia 2012


Jakiś czas temu wśród bezogoniastych panowała moda na kupowanie psów husky. Ale skończyła się i zaczęli pozbywać się zwierząt. W efekcie sporo ich trafiało do schroniska, aż trzeba było dla nich osobną wiatę wygospodarować. Teraz już jest lepiej. Niewiele ich zostało: Zorro, Derda i ze trzy inne, w tym mieszańce…
Była też moda na amstafy. Ta chyba jeszcze trwa, ale…
No właśnie! Przez dłuższy czas Tyson był w schronisku jedynym amstafem. Sporo już o nim pisałam ja, a wcześniej Cygan.
                       
Bo pies jest charakterny, taki, że lepiej nie podchodź. Jakoś nie ma na niego chętnych. No to siedzi. Raz, wydawało się, że już-już trafi do własnego domu. Też o tym pisałam. Ale nie wyszło. Paskudnie… Zaczynamy wątpić, czy jeszcze mu się uda…
Ale ja nie o nim właściwie, tylko o innych amstafach. Bo zaczynają do nas trafiać coraz częściej. Przed zimą, niedobrze! Bo te psy nie mają podszerstka, tylko krótką sierść i na mrozy odporne nie są. W dodatku schronisko, gdzie mieszka wiele psów nie jest dla nich dobrym miejscem, bo amstafy nie zawsze z innymi psami dobrze żyją…

Parę miesięcy temu zjawił się w schronisku Diablo. Z podmiejskiej dzielnicy, gdzie snuł się po ulicach i straszył bezogoniastych. Bali się na zapas, bo psu akurat wcale do straszenia nie było. Miał kłopoty z samym sobą. Chorował, miał biegunkę i jakieś paskudne zmiany skórne.
                     
Dziś jest już z nim o wiele lepiej. Zaczął całkiem nieźle wyglądać, tylko zranił sobie łapę. Siedzi w starym kojcu w pierwszej wiacie. A ona się już sypie, siatka ogrodzeniowa zardzewiała, puściła w paru miejscach i o taki kawałek siatki Diablo zahaczył łapą. Oczywiście zjawy, opatrunek i te tam rzeczy, i wygoiło się.
Diablo bezogoniastych poważa, na spacerach słucha, nie wariuje – do rany przyłóż. Z powrotami jest gorzej – nie lubi wędrować z powrotem do kojca, między inne psy w wiacie. Jakoś nie chce się z nimi zadawać. Niech no jakiś odezwie się do niego, zaraz robi minę, jakby chciał pożreć psiaka na surowo! No to daliśmy sobie spokój i nie zaczepiamy go. Ja to ledwo cześć mu powiem, gdy łażę po wiatach. Ale jemu to nie przeszkadza. Chyba nawet tak woli… Leży w kojcu opatulony ocieplaczem i o czymś tam sobie duma…

Po nim przyjechała do schroniska Draka. Płowa, młoda, dwuletnia może suczka. Z niedalekiego miasta nasi ją przywieźli. Jakiś łajdak przywiązał ją do barierki przy wieży ciśnień i zostawił. Znalazł ją tam jeden bezogoniasty, ulitował się i postanowił zabrać do domu. Ale na podwórzu miał już swojego psa. I ten pies pożarł się z Draką na dzień dobry, więc bezogoniasty dał sobie spokój. Chciał odprowadzić ją na miejsce, gdzie ją znalazł i zawiadomić schronisko. A tu tymczasem nasi byli na interwencjach i nie było jak po psa pojechać. Na szczęście jakaś bezogoniasta pracująca w sklepie po sąsiedzku zgodziła się przetrzymać Drakę przez noc w piwnicy. I następnego dnia rano nasi pojechali po nią i przywieźli.
                       
Tu okazało się, że suczka ma paskudne ropiejące rany na szyi. Po kolczatce, na której prowadzał ja ten jej dawny bezogoniasty. Trochę trwało, zanim się te rany zagoiły. Ale potem już nie było problemów. Z bezogoniastymi. Bo z psami Draka, tak jak Diablo, nie za bardzo.
Szczęściem znalazł się młody bezogoniasty, który postanowił ją adoptować. Chodził do niej, zabierał na spacery, poznawali się… I po pary tygodniach Draka poszła do nowego domu…
… na dwie godziny! Młody bezogoniasty, czerwony ze złości, odprowadził ja z powrotem. Nie wiedział, gdzie ma oczy podziać. Okazało się, że jego matka przeraziła się Draki i nie zgodziła się, by suczka zamieszkała w jej domu. Mimo że widziała ją przedtem na zdjęciach, że rozmawiała z treserem, że wyraziła zgodę… Co innego mówić o psie, co innego zobaczyć go na własne oczy… Ech…
No i Draka znów jest w kojcu. Ten młody bezogoniasty ma jeszcze rozmawiać z matką, przekonać… tak obiecał. Zobaczymy, ale…

Mamy tu jeszcze Bizona. Niby amstaf jak amstaf, ale nie żyło mu się do tej pory po różach. Ktoś musiał go mocno skrzywdzić, bo gdy do nas trafił był nastroszony, spięty, gotów w każdej chwili pokazać kły albo i coś więcej…
                       
Niedawno jeden z naszych bezogoniastych wszedł rano do jego kojca, żeby posprzątać. Psy w takich przypadkach witają się, albo odsuwają na bok, żeby nie przeszkadzać. Ale Bizon warknął coś i przyparł bezogoniastego do ściany. A potem zaczął się przygotowywać, żeby go zjeść. Bezogoniasty miał telefon i zadzwonił do biura: przyślijcie tu jakiegoś mężczyznę, bo Bizon szykuje się na mnie i sam nie dam rady!... Akurat żadnego bezogoniastego nie było w pobliżu, więc nasza główna bezogoniasta łaps za swoje śniadanie i biegiem do wiaty. Ja za nią, ale nie podchodziłam blisko – trochę już poznałam Bizona. Bezogoniasta podbiegła pod kojec Bizona i poczęstowała go kanapką. I gadała do niego, aż się uspokoił, odszedł od bezogoniastego, podszedł do kraty i wziął poczęstunek. A bezogoniasty wtedy chyłkiem wymknął się na korytarz…

Na koniec parę słów o Nico. Ten malec nie jest amstafem, ale zwykłym kundlem. Za to należy do najstarszych stażem lokatorów schroniska. Jest tu od wczesnej jesieni 2007 roku. Błąkał się po jednej z peryferyjnych ulic miasta tak długo, póki nie został złapany i odwieziony do nas.
                      
Nico to pies z charakterem. Suczki traktuje delikatnie i dogaduje się z nimi. Psy natomiast stara się podporządkować sobie. Niby mały, ale charakterny. Bezogoniastych lubi i słucha ich bez problemów. Na spacerach jest ponoć wzorowy. Ale urodą nie grzeszy. I może dlatego siedzi tu już ryle czasu…

I jeszcze tylko kolejny odcinek „Psichdziejów w piętnastu szczekach”. Niedługo dojedziemy do połowy!

 aby powiększyć kliknij na obrazek lub najlepiej otwórz w nowej zakładce