Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hagi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 września 2016

Najgorsza ta pierwsza...

Ostatnio pisał ktoś na blogu, że nie obchodzimy rocznic. Nikt z nas nie pamięta, kiedy się urodził i nikt nie ma tego wpisanego w papiery. Nie błąkamy się z metryką, a czasami tam, skąd przychodzimy, nikt nie chce pamiętać o nas, a co dopiero o dniu, w którym przyszliśmy na świat...

My, bezdomniaki, nie obchodzimy urodzin. Nie wiemy, kiedy. My, bezdomniaki, "rodzimy się" na nowo, kiedy nasza nowa rodzina podpisuje umowę adopcyjną i zabiera nas do domu na zawsze-zawsze. Wtedy najczęściej oni pamiętają o tej najważniejszej dla nas dacie - dacie naszych nowych, najprawdziwszych i najszczęśliwszych "urodzin".

Teraz nie wiemy, kiedy one nastąpią, a jedyną datą, jaką znamy, jest data przyjazdu tutaj.

Większość z Was przeczyta to rano, znaczy w niedzielę, znaczy 11 września 2016 roku. Właśnie tego dnia rocznicę obchodzą dwa psy, a za kilka dni kolejne dwa. ...i żeby to jeszcze była pierwsza rocznica... Chociaż pierwsza jest chyba najgorsza.

Drapek obchodzi drugą rocznicę. Dokładnie dwa lata temu do nas przybył.


Miał przerwy w tak zwanym międzyczasie, kiedy próbował życia w innych miejscach, ale o pierwszej przygodzie nawet nie wspomnę, a druga... cóż... niech będzie, że dwunożni pokochali Drapka bardzo, a on ich, ale jego natura była silniejsza od niego i jednak pod tym względem się nie zgrali... Potem był płacz i lament, ale Drapek wrócił. Psiur z niego niewielki, ale energii ma za całe stado! Przebiec kilkanaście kilometrów to dla niego tyle, co zjeść chrupka, po prostu go roznosi! Musi mieć co robić i trzeba codziennie pamiętać, żeby go solidnie wymęczyć... To naprawdę fajny zwierz, tylko potrzebuje kogoś naprawdę aktywnego i niebojącego się wyzwań.

Tego samego dnia przybył do nas Hagi.


Widocznie ten dzień był spod znaku aktywnych, bo Hagi też jest stworzony do biegania! Właściwie to tego jedenastego września, dwa lata temu, Hagiemu zmieniło się życie na lepsze. Przybył do nas z dość niefajnego miejsca, gdzie niezbyt miał dobre warunki... U nas jednak przyjemniej z pełną michą, spacerami i posprzątanym kojcem. Taki z niego zwierz, że nie z każdym się zaprzyjaźni od razu. Owszem, smakołyk chętnie, ale z przytulaniem trzeba poczekać, nie tak na pierwszej przechadzce! Zgrywa takiego niedostępnego i trzeba po prostu dać się poznać z najlepszej strony, aż sam się przekona i zechce bliższego kontaktu. Nie ma co zmuszać! Jak już kogoś jednak dobrze pozna, to jest coraz śmielszy i coraz bardziej przekonany, a jak ktoś go pokocha, to żadne przyjazdy częstsze na zapoznania nie będą straszne!

Za kilka dni, bo w ponn...wto.. tak, we wtorek, będzie rocznicował Herbi... To będzie jego trzecia jesień w kojcu...


Trzy lata temu Herbi był zdrowszy i bardziej widzący niż teraz. Dzisiaj ma tylko słuch i węch oraz łapki, które go niosą między wiatami, przez schroniskowy plac do lasu, który dobrze przez trzy lata poznał. O nim było niedawno, więc się powtarzać nie będę, bo jeszcze uznacie, że nudny jestem.... O Herbim poczytacie więcej TUTAJ.

Za kolejne kilka dni, dokładnie za tydzień, Nusiek będzie obchodził tę najsmutniejszą chyba, pierwszą rocznicę...


Dlaczego najsmutniejsza? Bo pierwszy miesiąc się myśli, że przecież to tylko chwila i zaraz się wymaszeruje do domu. Drugi to właściwie prawie jak pierwszy, w trzecim, czwartym i piątym zaczyna się już na dobre kumać, o co w tym wszystkim chodzi, w kolejnych poznaje się kolejnych psiumpli, wybiegi i kolejnych wolontariuszy, a potem nagle uświadamiasz sobie, że stuknął cały ROK... A przecież jeszcze niedawno był raptem miesiąc i przecież ktoś miał się zjawić... a tu nic. 

Wracając do Nuśka - przyjechał do nas z psiumplem Orkanem i psiumpelką Luką. Oni już wyjechali do domów... Czemu nie Nusiek? Nie wiem! Jest spory, ale do tego tak uroczy i z gracją, że doprawdy nie rozumiem! Mieszka z Boryskiem i obaj są szaleni w tym niezwykle pozytywnym znaczeniu. Prawda, lubi sobie pobiegać, poszaleć, pobawić się, ale przecież to same zalety! Z innymi psami się dogaduje, wszyscy dwunożni też są dla niego psiekstra kompanami, Nusiek to jeden z tych psidealnych psów!

Jest jeszcze szansa, żeby Nuśkowi oszczędzić tej pierwszorocznej, przykrej rocznicy. Jest szansa, żeby też innych zwierzakom jej oszczędzić, zresztą nie tylko tej pierwszej, bo każda jest niefajna. To właśnie z Tobą mogą obchodzić swoje pierwsze, prawdziwe urodziny! Takie najlepsze, najradośniejsze, które zmienią w ich życiu wszystko...

Nie będą oczekiwać ani tortu, ani prezentów. Wystarczy im ta pewność, że już zawsze, na zawsze będziecie je obchodzić razem...

środa, 28 stycznia 2015

...a między uszkami ma ukryte różki...

- oooo, Bulbusiu, będziesz pisać o sobie??

- Hę? Nie, a dlaczego?

- No jak to nie, diablica z ciebie, że drugiej takiej ze świecą!

- Wcale nie! Ja tylko muszę porządnie pilnować! Wczoraj przecież sama nawet podeszłam do wolontariuszki na mizianko!

- Aaa tak, faktycznie. Nawet zaczęłaś stepować, jak cię po boku zaczęła drapać. Ale jak już do ciebie później wlazła, to szczerzyłaś paszczę, aż z daleka było słychać!

- To było po to, żeby nie psuć swojego imażu! Nie mogę być nagle taka ciepła klucha! Z pracownikami za to do każdego posiłku siadam kulturalnie i na nich się nie szczerzę.

- Jeśli wybierać między skapnięciem kawałka kolacji a nie skapnięciem, to wiadomo, że wybór prosty... Wracaj jednak do tematu, bo my jak zwykle gadu-gadu, a noc się kiedyś skończy i znów będziesz marudzić, że zaraz pracownicy przyjdą, a post nienapisany! I będzie na mnie...

PFFF, oczywiście, że na Hedara, bo gdyby mnie nie zagadał, to bym zaczęła od razu!

Byłoby pięknie, gdyby wszystkie zwierzaki w schronisku były przytulaśne dla każdego, milusińskie, chętne do spacerów, czesania. Bywa jednak, że psiurowi różki wyrosły kiedyś między uszami i teraz coś w głowie mu powtarza "nie merdaj tyle! pokaż, że można się ciebie bać! nie bądź ciepła klucha!". Zwykle to człowiek jest winny... Bo nie wychowa jak trzeba, bo nauczy agresji albo nie zapanuje nad nią na początku samym, nie będzie szukał pomocy, jeśli będzie coś nie tak. Później taki psiak trafia w nowe miejsce, ma wokół siebie nowych ludzi, nie może sobie z tym poradzić albo po prostu musi dłużej kogoś poznawać...

Przejdźmy do konkretów!

Luger.


Luger łatwym psem nie był. Ooooj nie. Ja nie pamiętam, kiedy go przyjęli, mnie wtedy jeszcze w schronisku nie było, ale tak powiadają na wiatach. Szczególnie za pełcią piękną nie przepadał, że tak poetycko napiszę. Wolontariusza mógł znieść, wolontariuszkę wcale. Nie i koniec! Nie wiadomo, co mu kiedyś jakaś kobitka zrobiła, ale musiało to być straszne... Udało się Lugera na szczęście przekonać, że każdy człowiek jest fajny i tak samo potrafi głaskać. Spacery z żeńską częścia wolontariatu wcale nie są gorsze! Jedno jednak zostało u tego psa i każdy, kto chce z Lugerem na spacer wyjść musi o tym wiedzieć - on nie znosi, kiedy człowiek zbliża zbytnio twarz do jego pyska. Zwłaszcza oczywiście chodzi o twarze kobiece... Nie znosi i to jest silniejsze od niego, co mu wtedy każe reagować tak, jak zdecydowanie nie przystało na porządnego psa... Bynajmniej nie rzuca się wtedy z językiem do oblizywania policzków...

Czy dawne doświadczenia jednak mają go skreślić z listy psów, które byłyby super przyjaciółmi? Skąd! Po prostu ktoś musi być świadomy tego problemu. Jeśli ktoś nie będzie chciał Lugera zaraz całować po pysku albo robić sobie z nim "słitfocię", to Luger będzie super przyjacielem i kompanem do spacerów! Po prostu musi mieć on swoją przestrzeń osobistą zachowaną i już!

Świdro.


Świdro ma urok. Trzeba mu to przyznać. Uroku ma dużo, ze dwa wiadra! Te kudełki dłuższe, ten kolor, jak lody karmelowo-śmietankowe. Cudo. Świdro między swoimi pięknymi, mięciutkimi uszkami ma też twarde, diabelskie różki... Nowo poznani ludzie nie ma mają z nim łatwo. On musi pokazać, że nie jest taki mięciutki w środku jak na zewnątrz. Po prostu musi spróbować porządzić i ustawić się najwyżej w hierarchii człowiek-pies. Wolontariusz zresztą też mu tak od razu nie może pokazać, że się nie da, bo Świdro się w sobie zamknie! Trzeba wszystko na spokojnie i sposobem. Wolontariusze sposób mają i kilkoro radzi sobie z tym kudłaczem wyśmienicie! Tak sobie radzą, że Świdro nawet sam nie wie kiedy uznaje człowieka jako tego przewodnika stada! Osoby, które z nim wychodzą obserwują go tylko uważnie, wyłapują każde najmniejsze, negatywne zachowanie i zaraz przywołują psiura do porządku.

Psisko może być kochanym kanapowcem, nawet posłankowcem, jeśli nie będzie mógł na kanapę wchodzić. Tylko przyszły właściciel musi go dobrze poznać, muszą sobie nawzajem zaufać i poustawiać odpowiednio relacje... Da się!

Hagi.


Hagi do schroniska trafił przez właściciela, który psu zapewniał tylko łańcuch pod chmurką. Za nic w świecie nie chciał poprawić czegokolwiek w życiu własnego czworonoga.... Taki uparty był... Takich wielu jest... Przy takich rzuca się mięsem... Wracając do Hagiego. On nie wygląda na takiego z różkami, ale szybko okazało się, że je ma. Boleśnie można było się przekonać... Wolontariuszom jednak nie straszne są takie przeszkody! Uzbrajają się w cierpliwość i ruszają przekonywać psa, że u nas nie opłaca się zębów szczerzyć, bo na spacer się każdy będzie bał brać!

Hagi zresztą zdobył nawet swojego najlepszego, dwunożnego, wolontariuszowego kumpla! Wolontariusz z tych z niewysokim stażem, ale nie boi się wyzwań. Poznał się na spacerze z Hagim, potem raz poszedł do kojca z kimś, potem już sam... Dogadał się, wiedział, że psiur ciągnięcia za obrożę sobie wyprasza, więc na to uważał szczególnie i... już! Cierpliwość (na początku z ostrożnością), duża dawka czystego kumpelstwa i WŁALA! Hagi kupiony! Znajdzie swojego przyjaciela na zawsze. Tylko ten ktoś musi go traktować jak towarzysza, kompana, członka stada. Patyk rzuci, przebiegnie się, poklepie po grzbiecie, podrapie po policzku. Tego psu trzeba. Zbyt wiele...?

Jeśli chodzi o naszych Wolontariuszy, to trzeba pisać nazwę przez wielkie Wu. To, co oni robią u nas i z nami, z psami, kotami, to jest coś najniesamowitszego! Czy ktoś lubi wychodzić z małymi psami, czy z łagodnymi, czy lubi wyzwania, czy lubi biegać, czy woli z kotami się wymiziać... Każdy taki, który poświęca czas zwierzakom powinien być z siebie ogromniaście DUMNY!

I te psy, o których pisałam wyżej. Przecież to głównie Wolontariusze sprawiają, że tym psom piłują się różki... U niektórych znikają całkiem...

DZIĘKUJĘ, Piłowaciele Psich Różków!!