Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nusiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nusiek. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 października 2016

Ech... Tak mi się wszystko daektaulizuje!

...źle napisałem tytuł? Może i źle. O, ja biedny Ares bez domu i dwunożnego, który by mnie naumiał! Bo ja mądry jestem! Tylko czasami pokazać mi trzeba.

Tak piszę dzisiaj, bo się zbierałem z napisaniem postu i zbierałem, i.... się już mogę rozebrać. Bo już nieaktualny. I to nie pierwszy raz się mi zdarza! Kilka razy musiałem już sobie pomysł z głowy wymazać...

Na przykład takie zdjęcie nasi nam zrobili:



Ja wyszedłem pięknie, jak zwykle zresztą. Dżokej wtedy musiał akurat coś dziamgolić, więc wyszedł niewyjściowo. Nie o nas to jednak będzie.

Za nami tam są nasi współpsiolokatorzy. Byli. Byli, bo się wyprowadzili... I nie myślcie, że to źle! Znaczy w większości nie...

Ta za mną to Delfina. Czarna, taka nieduża, jak ja. Znaczy wielkościowo, jak ja, bo ja nieczarny jestem aż tak. W każdym razie Delfina zamieszkała z nami, bo stawy miała takie oporne i plecy ją bolały... Miejsce się zwolniło, to przyszła. Nie na długo, boooo..... przychodziła do nas jedna dwunożna i ona opowiedziała o Delfinie w domu i jak usłyszała o niej jedna psiolaska, która z nią mieszkała, to tak długo marudziła, TAK DŁUGO, że ta dwunożna obie psiolaski zapoznała i się okazało, że jest psiekstra! Delfina zamieszkała W DOMU...



I ma taką przystojną psiumpelkę! Prawie tak przystojną, jak ja!

Delfina zaczęła też... kopytkować:



...ponoć też szczeka, ale nie mam akurat nagrane... Oby tam wszystko jej się najdłużej układało jak najzdrowiej!

Tak patrząc na tamto zdjęcie u góry, od strony Dżokeja widać jasnobrązową Merry. Merry, której guziki urosły od środka i się baliśmy, co to będzie, bo nijak ich się wyciągnąć nie da... O niej, to już wiecie, że dom znalazła u jednej z naszych...

...natomiast tam na zdjęciu w oddali jest Tygrys... Bez pasków, wcale nie kociasty i mało drapieżny. Mały, starszawy już, chorutki...

...Tygrysa nie żegnaliśmy tak, jak trzeba. Bo takie prawidłowe pożegnanie jest wtedy, kiedy do domu ktoś idzie... A on wyjeżdżał na operację... Z tym, że wiedzieliśmy, że raczej żegnamy się na zawsze, więc pożegnaliśmy się tak solidnie, chociaż na nas mruczał. On już był na takiej operacji, ale - jak to nasi stwierdzili - zatrzymał się zaraz po uśpieniu. Nie wiem, o co chodzi, bo przecież ciężko się ruszać, kiedy się śpi, więc jak się zatrzymać...? No i go wybudzili od razu. Tylko tak już ostatnio stękał i marudził, że go jednak boli (też miał guziołki....), że nasi postanowili jeszcze raz go do psiowetów zawieźć... Wyjścia i tak były tylko dwa. Albo psioweci znów próbują z ryzykiem, że się nie uda, albo... od razu się żegnamy bez prób... bo było źle... Nasi chcieli spróbować, bo przecież jak to nie!? ...ale się nie udało... Nie obudził się... Tygrys już nie marudzi, nie stęka, już go nic nie boli...

...i tak pięknie uśmiecha się do Majki...



Jeszcze jedno mam zdjęcie nieaktualne... To...



Romeo pewnie gdzieś był tam obok, ale nie załapał się do zdjęcia. Butla tak właśnie prosiła ludzi o uwagę. Cicho wpatrując się w ciemność przed sobą... Już nic nie widziała... Często ją nasi miziali, mieszkała w osobnym pomieszczeniu z Romeo i wychodziła na spacery codziennie. Przez całe lato wychodziła na wybieg też i czekała na wygraną w psiolotka. Nie udało się, nikt się nie poddał jej czarom... Nie zdążył...



Tak nagle siadło jej zdrowie, że wielu z nas poczuło, jak sierść im na grzbiecie dęba staje. Każdemu tak może się zdarzyć... Psioweci badania robią, nasi na Burku zbierają na leczenie, każdy się suplementuje, Butla przecież też... Jednego dnia biegnie się na spacer, drugiego już się leży nie podnosząc głowy, bo taka ciężka... Trzeciego... 

...widziałem Majki cień...

.....

Nie będziemy jednak kończyć tak pesymistycznie, bo się niektórzy jeszcze spłaczą, czy coś, a tu trzeba siły zbierać i chęci, i wogóle, bo przecież kto z nami na spacer pójdzie?? 

Na napisanie o tej dwójce też się zbierałem ostatnio! ...i wyszło, jak wyszło. Miało być o Leśnym Dziadku - Borysie:



...i mechalnonijnie nastawionym do jesieni Nuśku:



Sprawy się pokomplikowały, booo.... ciężko być leśnym dziadkiem, kiedy się w lesie nie mieszka...


...a smutna mechalnolia zmienia się w... ciepło-miętko-śpię-nie-budzić...


TAK! Chłopaki pojechali do domu!!! RAZEM!!! Ileż to razy sobie marzymy, żeby psumple i psiumpelki jeździli razem do domów, chociaż wiemy przecież, że to trudne bardzo!!! A tu włala! Udało się, spełniło się, wygrali chłopaki... Mają ogród, mają zabawki, mają DOM...



...niech się zawsze kończy tak szczęśliwie, jak u Boryska i Nuśka...

...bo tak strasznie się pisze: "nie zdążyliśmy..."...

niedziela, 11 września 2016

Najgorsza ta pierwsza...

Ostatnio pisał ktoś na blogu, że nie obchodzimy rocznic. Nikt z nas nie pamięta, kiedy się urodził i nikt nie ma tego wpisanego w papiery. Nie błąkamy się z metryką, a czasami tam, skąd przychodzimy, nikt nie chce pamiętać o nas, a co dopiero o dniu, w którym przyszliśmy na świat...

My, bezdomniaki, nie obchodzimy urodzin. Nie wiemy, kiedy. My, bezdomniaki, "rodzimy się" na nowo, kiedy nasza nowa rodzina podpisuje umowę adopcyjną i zabiera nas do domu na zawsze-zawsze. Wtedy najczęściej oni pamiętają o tej najważniejszej dla nas dacie - dacie naszych nowych, najprawdziwszych i najszczęśliwszych "urodzin".

Teraz nie wiemy, kiedy one nastąpią, a jedyną datą, jaką znamy, jest data przyjazdu tutaj.

Większość z Was przeczyta to rano, znaczy w niedzielę, znaczy 11 września 2016 roku. Właśnie tego dnia rocznicę obchodzą dwa psy, a za kilka dni kolejne dwa. ...i żeby to jeszcze była pierwsza rocznica... Chociaż pierwsza jest chyba najgorsza.

Drapek obchodzi drugą rocznicę. Dokładnie dwa lata temu do nas przybył.


Miał przerwy w tak zwanym międzyczasie, kiedy próbował życia w innych miejscach, ale o pierwszej przygodzie nawet nie wspomnę, a druga... cóż... niech będzie, że dwunożni pokochali Drapka bardzo, a on ich, ale jego natura była silniejsza od niego i jednak pod tym względem się nie zgrali... Potem był płacz i lament, ale Drapek wrócił. Psiur z niego niewielki, ale energii ma za całe stado! Przebiec kilkanaście kilometrów to dla niego tyle, co zjeść chrupka, po prostu go roznosi! Musi mieć co robić i trzeba codziennie pamiętać, żeby go solidnie wymęczyć... To naprawdę fajny zwierz, tylko potrzebuje kogoś naprawdę aktywnego i niebojącego się wyzwań.

Tego samego dnia przybył do nas Hagi.


Widocznie ten dzień był spod znaku aktywnych, bo Hagi też jest stworzony do biegania! Właściwie to tego jedenastego września, dwa lata temu, Hagiemu zmieniło się życie na lepsze. Przybył do nas z dość niefajnego miejsca, gdzie niezbyt miał dobre warunki... U nas jednak przyjemniej z pełną michą, spacerami i posprzątanym kojcem. Taki z niego zwierz, że nie z każdym się zaprzyjaźni od razu. Owszem, smakołyk chętnie, ale z przytulaniem trzeba poczekać, nie tak na pierwszej przechadzce! Zgrywa takiego niedostępnego i trzeba po prostu dać się poznać z najlepszej strony, aż sam się przekona i zechce bliższego kontaktu. Nie ma co zmuszać! Jak już kogoś jednak dobrze pozna, to jest coraz śmielszy i coraz bardziej przekonany, a jak ktoś go pokocha, to żadne przyjazdy częstsze na zapoznania nie będą straszne!

Za kilka dni, bo w ponn...wto.. tak, we wtorek, będzie rocznicował Herbi... To będzie jego trzecia jesień w kojcu...


Trzy lata temu Herbi był zdrowszy i bardziej widzący niż teraz. Dzisiaj ma tylko słuch i węch oraz łapki, które go niosą między wiatami, przez schroniskowy plac do lasu, który dobrze przez trzy lata poznał. O nim było niedawno, więc się powtarzać nie będę, bo jeszcze uznacie, że nudny jestem.... O Herbim poczytacie więcej TUTAJ.

Za kolejne kilka dni, dokładnie za tydzień, Nusiek będzie obchodził tę najsmutniejszą chyba, pierwszą rocznicę...


Dlaczego najsmutniejsza? Bo pierwszy miesiąc się myśli, że przecież to tylko chwila i zaraz się wymaszeruje do domu. Drugi to właściwie prawie jak pierwszy, w trzecim, czwartym i piątym zaczyna się już na dobre kumać, o co w tym wszystkim chodzi, w kolejnych poznaje się kolejnych psiumpli, wybiegi i kolejnych wolontariuszy, a potem nagle uświadamiasz sobie, że stuknął cały ROK... A przecież jeszcze niedawno był raptem miesiąc i przecież ktoś miał się zjawić... a tu nic. 

Wracając do Nuśka - przyjechał do nas z psiumplem Orkanem i psiumpelką Luką. Oni już wyjechali do domów... Czemu nie Nusiek? Nie wiem! Jest spory, ale do tego tak uroczy i z gracją, że doprawdy nie rozumiem! Mieszka z Boryskiem i obaj są szaleni w tym niezwykle pozytywnym znaczeniu. Prawda, lubi sobie pobiegać, poszaleć, pobawić się, ale przecież to same zalety! Z innymi psami się dogaduje, wszyscy dwunożni też są dla niego psiekstra kompanami, Nusiek to jeden z tych psidealnych psów!

Jest jeszcze szansa, żeby Nuśkowi oszczędzić tej pierwszorocznej, przykrej rocznicy. Jest szansa, żeby też innych zwierzakom jej oszczędzić, zresztą nie tylko tej pierwszej, bo każda jest niefajna. To właśnie z Tobą mogą obchodzić swoje pierwsze, prawdziwe urodziny! Takie najlepsze, najradośniejsze, które zmienią w ich życiu wszystko...

Nie będą oczekiwać ani tortu, ani prezentów. Wystarczy im ta pewność, że już zawsze, na zawsze będziecie je obchodzić razem...