Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

Zima nam mija piąta, siódma, dziesiąta...

Jak już wspominałem... albo ja, albo Dżokej... w każdym razie wspominaliśmy - nie obchodzimy dat specjalnie. Zresztą nikt nie pamięta, kiedy się urodził, a do schroniska przyjeżdżamy bez papierów. Ani adresu, ani imienia matki, ojca, dwunożnego... Jedyną datą, z jaką możemy być kojarzeni, to dzień, kiedy pierwszy raz minęliśmy bramę schroniska... A te są ohohoooo.... jak dawne czasami...

Pomyślcie, co robiliście na przykład... prawie pięć lat temu? Mogło to być dwie szkoły temu na przykład... aaalbooo jak macie małego dwunożnego w domu, to mógł wtedy ledwo się wykluć, albo wcale nie musiało być wtedy w planach! ...dawno, prawda? 

Właśnie wtedy, dokładnie w marcu 2012 roku przyjechał do nas Luger.


Nie było z nim łatwo, musiał chyba przejść coś niedobrego. Szczególnie warkolił na laski dwunożne... Jeszcze bardziej szczególnie nie lubił być przez nie przytulanym. ...co mu zrobili...? Ciężko było go też wyciągnąć na spacery, odstraszał szczekaniem, ile sił w płuckach. Potem, z czasem, zaczął rozumieć, że u nas więcej pci pięknej niż tej drugiej, że większe szanse ma na wyjście właśnie z nimi. Odstraszając wszystkich sam sobie szkodził. Załapał, zaczął się zmieniać. Pomaluśku, powoluśku było coraz lepiej, chociaż do tej pory nie jest psem do miziania i przytulania, trzeba o tym pamiętać. Podrapać po pleckach - chętnie. Piłeczkę rzucić czasami, czy smyczkę zapiąć - psiekstra! Nawet pięknie uśmiechnąć się umie do lasek dwunożnych!



Tylko po prostu chłopak musi mieć więcej wolności i przestrzeni niż inni. Trzeba go po prostu zrozumieć... Został skrzywdzony i to nie jest na pewno jego wina...

W tym samym roku, co Luger, przyjechał do nas Tajfun. Za kilka dni będzie miał kolejną rocznicę...


To stare zdjęcie, sprzed jakichś dwóch lat. Przez ostatni czas było dość nieaktualne, Tajfun na nowo musiał wypracować chodzenie. Kiedyś był pełnym energii, kochającym życie i dwunożnych, słonecznym owczarkiem. Coś się zmieniło? Właściwie to nic... Wciąż ma ten sam błysk w oku, wciąż na widok zabawek łapki mu same chodzą... Tylko szans ma o wiele mniej niż kiedyś... Bo kiedyś był zdrowy i każdy wiedział, że nic mu nie dolega. Potem nagle oklapł zupełnie... Nasi zaczęli walczyć o jego sprawność, ale wiadomo, że największą pracę wykonał on sam. Miał i wciąż ma taką wolę życia, że aż sama ciągnęła jego zad do góry. Teraz każdy wie o tajfunowych problemach z chodzeniem. Znaczy już ich nie ma, ale były, a to znaczy, że może kiedyś znów być gorzej. Nie musi, ale może i tego się dwunożni boją... Chociaż nasi pomogą w leczeniu, chociaż by karmę dawali, chociaż by pomagali w rehabilitacji! Byle tylko Tajfun miał dom na zawsze...

Aaa teerazz.. Co robiliście siedem lat temu? Pamiętacie wakacje sprzed siedmiu lat? Albo co dostaliście pod choinkę? Czy ładne było wtedy lato? ...Ben już pewnie też nie pamięta. To właśnie on przyjechał w lipcu 2010 roku.


Kiedy zwierzaki przyjeżdżają do schroniska, mają czasami jakąś obrożę, czasami kawał łańcucha przy sobie. Taki dodatek. Ben przyjechał z czymś innym, co zostanie z nim już na zawsze - ze śrutem. Wieeeele lat temu ktoś z Bena zrobił sobie żywy cel. Pewnie psiak był przerażony, pewnie się miotał, pewnie nie miał się uciec, gdzie się ukryć, bo to nie jedna kulka... Ben do tej pory je czuje. Nie lubi dotyku na końcu plecków czy na udkach. Pewnie jeszcze na zmiany pogody go tam wierci. Kolejny pies, którego trzeba po prostu zrozumieć... To nie jego wina, że go boli, że nie wie, czy dwunożny będzie na tyle uważał, że go nie zaboli, więc na wszelki wypadek lepiej go tam nie macać. Po co chłopaka denerwować? Przecież tyle psa zostaje do miziania! Jak komuś bardziej zaufa, to jest już w porządalu, ale to musi potrwać... Zaufanie trwa, a on już tyle lat na nie czeka...

I teraz kolej na rekordzistę.

- eeeeeeee holaholaholahooooolaaaaaa, a ty??

- Aron, co ty, ja to wieesz...

- Co wiem!? Właśnie, że wiem, że ty też się wliczasz! Masz tu być w tym zestawieniu! 

- Dajże spokój...

- Se sam że daj! Uciekaj mie stąd! Uciekaj! Ja będę pisać! 

- Nigdzie nie iiiiiiiiii................

- Wziuuuuuu, se poczekaj na tym krześle tu, o, w kąciku, a ja napiszę.

Bo Ares MUSI być tutaj. Przecież wiecie, ile on tu siedzi? Wiecie, ile czeka? Wiecie, kiedy przyjechał? Miesiąc przed Benem. Przez tyle lat tak wiele przeżyliście! Wycieczki, zakupy, miłoście, tyle przejechanych kilometrów, przejdzio... przejścio.... przejdzionych kilometrów! Tyle rzeczy robiliście! Ares czekał...


No dobra, na początku nie był zbyt do adopcji. Ktoś go zepsuł i zanim nasi go naprawili i zanim sam się przekonał, że warto się naprawić, to minęło trochę, jednak od kilku lat jest już w dechę psem i naprawdę w porządalu psiumplem! Wam piszę, że jakbym był dwunożnym, to bym z miejsca go adoptował! Cóż, na razie sam jestem bezdomny... W każdym razie daję sobie ogon obciąć, że nie można Aresa nie polubić. Wiem coś o tym, mieszkamy razem od jakiegoś czasu. Nic z tych rzeczy, co myślicie! Jesteśmy tylko współpsiolokatorami! No może jedną wadę ma. Maluśką. Nie lubi jak się go za obrożę łapie, widocznie siedzi w nim jakieś straszne wspomnienie... Może to była jedna z metod tego szkolenia, którym go zepsuli kiedyś... Bo szkolony to on był i jeszcze to nawet pamięta! Jest owczarkiem, a to zobowiązuje... Co do tej obroży - powiem Wam słowo klucz - zaufanie. Działa cuda. 

A tera Tajson...

- Doooobradobradobra! Teraz ja, wystarczy tego, dziękuję panu, sio!

- Tak mi dobrze szło...

- Jak kiedyś zachoruję albo he-he, pójdę do domu, to będziesz mógł pisać! A teraz uciekaj...

Taaak, teraz Tajson. Dziesięć lat temu mogliście być dziećmi. mogliście przeżywać pierwsze zakochania, a teraz Wasze latorośle mogą rozpoczynać naukę w szkole... Dziesięć lat temu... Ech, dziesięć lat temu to ja miałem raptem rok, przede mną było całe życie a teraz już 6,5 roku siedzę w schronisku... 

Za kilka miesięcy będzie zbliżała się dziesiąta rocznica Tajsonowego mieszkania w schronisku. Mieszka tu najdłużej ze wszystkich. 


Różne rzeczy się o nim mówiło - że najgroźniejszy w schronisku (już oddał ten tytuł), że to pies nie dla każdego (prawda!), że jedynie nieliczni mogliby się z nim zaprzyjaźnić (i prawda, i nie). Dłuuuga droga za nim. Dłuuuga nauka cierpliwości, długa nauka naszych, żeby wiedzieli, jak się z nim obchodzić, długa nauka, że świat jest fajny. Lata mijają, a po nim zupełnie tego nie widać! Wciąż pysk czarny, wciąż mięśnie pięknie zarysowane pod gładką sierścią... Wciąż nie ma pytań o niego... Można by nawet mówić, że ma 6 lat! Tylko taki problem, że od listopada 2007 mieszka u nas. Ma największy kojec, ma swoje szeleczki, kaganiec, ma swoich wolontariuszy... Nie ma swojego miejsca z dala od schroniska... Nasi obiecali pomóc w budowie kojca dla niego, obiecali pomoc behawiorysty, z pewnością znani Tajsonowi wolontariusze też pomogą w zapoznaniu! Najważniejsze, żeby znalazł się ktoś gotowy Tajsona zrozumieć, zaakceptować jego potrzeby, przejść całą, długą procedurę związaną z jego adopcją, bo to nie będzie tak hop-siup. Można jednak zyskać superaśnego, lojalnego, prawdziwego przyjaciela, który na każdym kroku będzie pokazywał swoje oddanie.

Te zwierzaki mieszkają z nami (znaczy ja też...) najdłużej... Jest jeszcze cała armia przybyłych w 2013 roku, to też dawno... Wiem, że się mówi, że te dawno siedzące już się nie nadają do adopcji... Się zapytowywuję - BO CO??

.... Sara czekała na dom 7 lat...



...Roksi przynajmniej 6...



...Spajdi 7 lat wypatrywała swoich ludzi...



...Dina też 7 lat nieśmiało zerkała w stronę dwunożnych...



...Sonia 10 lat czekała na najwspanialszych ludzi...


Już jej nie ma na tym świecie, już powędrowała do góry, ale miała szansę pomieszkać U SIEBIE.

Roksi wciąż pięknie się uśmiecha i wreszcie ma codziennie kompana do zabaw. Dina otworzyła się i potrafi się uśmiechać całą szerokością ogona kręcąc zgrabną wciąż pupą. Spajdi zyskała dwunożną i czworonożną psio-kocią rodzinę, z którą jest jej ciepło i na zewnątrz i od środka. Sara może przemierzać leśne ścieżki w towarzystwie swoich ludzi, psiumpla i.... kota, a potem wylegiwać się w spokoju i ciszy (jak banda sierściuchów pójdzie spać). 

One bardzo chcą zrozumieć, co to jest beztroska, cisza, spokój, rodzina, dom, ciepło... Coraz więcej stażu, coraz mniej czasu na znalezienie domu, na zapomnienie całej przeszłości, na zastąpienie jej tymi najpiękniejszymi wspomnieniami... 

Daj im chociaż szansę, poznaj je, pokaż, że chcesz i że Ci zależy. Docenią Twoje starania, pozwolą Ci z czasem wejść do ich świata, z czasem zaufają, tylko je przekonaj, że można Ci wierzyć.

...zbyt wiele zwierzaków nie dostaje szansy... zbyt wiele odchodzi nie mając innych wspomnień...

Możesz to zmienić...

środa, 17 lutego 2016

Ich pięcioro na wybiegu!

Wybieg to fajna rzecz. Podobno, bo nigdy nie byłem, ale Ares był, czekajcie...

- Aaareees! Jak jest na wybieeguu?

- W DEEECHEEEE!!!!

- No widzicie. Znaczy czytacie. W dechę jest na wybiegu.

Wybieg to takie wieeelkiee miejsce ogrodzone solidną siatką, gdzie psy mogą biegać bez smyczy, linek, tylko same sobie mogą ganiać się z wiatrem. Znaczy z wiatrem i ze sobą nawzajem. Mamy taką piątkę szaloną, która mieszka w trzech osobnych kojcach, ale jak się spotkają na wybiegu, to lepiej nie stawać im na drodze!

W jednym kojcu mieszka Kolik samotnie.


Kolik to FajnyPies. Owczarkowaty, a to już o czymś świadczy! Z dwunożnymi lubi przebywać, wszelkie mizianka, głaskanie, spacery - chętnie! Na przechadzkach spokojny i grzeczny... Chyba, że weźmie go na głupawki, ale to tylko świadczy o wszechstronności! Mieszka u nas już prawie trzy lata... Sporo... Jakoś nikt go nie widzi... Bo duży może? Bo czarny? Bo nie umie jakoś tak ładnie się przymilić? Z tym ostatnim się nie zgodzę, bo umie! Tylko szansę trzeba dać!

Dalej mieszka Pyra z Benem. O, to jest Pyra:


Kiedyś była bardzo nieśmiała i wystraszona, ale wolontariusze nie z takimi przypadkami sobie radzili! Spacerki, ciepłe słowa, ciepłe serca i ciepłe ręce... Mało kto się oprze! Pyra zaczęła się więc pewnego dnia roztapiać i teraz jest psiekstra! Może zostały jej jeszcze jakieś małe straszki, ale teraz to już z górki!

Z Pyrą mieszka Ben.


Ten, kto kiedyś Benowi w zadek śrut wstrzelił, zasługuje na pozdrowienia zębami w zad! Kilka razy! Teraz Ben jest bardzo czuły w niektórych miejscach... Albo ktoś musi wiedzieć, gdzie można tknąć Bena, albo Ben musi komuś tak bardzo ufać, że doskonale będzie wiedział, że żadna krzywda mu się nie stanie i nic nie zaboli. To świetny pies! Tylko trzeba dać mu czas na nabranie zaufania...

W kolejnym kojcu mieszka Banda z Xanderem. Dwa wariaty! To jest Banda w jednej psiosobie:


Banda jest po prostu rewelacyjna! Optymizm i radość w czystej postaci! Nieskażona żadną agresją! Grzeczna na spacerach, szalona, kiedy się ją tylko ze smyczy spuści. Wiadomo, że na spacerach w lesie nie wolno tak nikogo puszczać, ale na wybiegu już jak najbardziej owszem! Banda korzysta, oj, bardzo korzysta, ale o tym za chwilkę...

Z Bandą mieszka Xander.


Xander spędził u nas lata szczenięce i strasznie go szkoda... Jego brat pojechał już dawno do domu, a on wciąż mieszka w schronisku... Był kiedyś wystraszony i nieśmiały, ale każdy by był w takim młodym wieku, jak nagle by zamieszkał w takim miejscu! Teraz Xander jest świetnym psem, ale wiadomo, że nie zna innego życia i musiałby się nauczyć. Jest jednak młody, da radę! Tylko niech ktoś mu zechce pokazać...

A teraz patrzcie! Filmy nakręcone porą zimową, dlatego tak biało, chociaż już jakiś czas śniegu śmy nie widzieli...

Tutaj jest gonitwa Pyry i Bandy:


...a tutaj Pyra z Kolikiem szaleeejeeee!


(tylko nie mówcie Kolikowi, że widzieliście, jak poległ....

Iiii cała piątka jest tutaj!


...ach, jakże byłoby cudnie, gdyby cała piątka znalazła jeden dom! Doobra, wiem, że to niemożliwe... Ni chusteczki to nie wyjdzie... Ale jakby ktoś szukał kompana dla swojego psa, to bardzo proszę! Widać, że potrafią i lubią bawić się z psimi kumplami i kumpelkami, aż miło patrzeć!

Na wybieg nie da się wychodzić codziennie. Za dużo chętnych... A w domu mieliby spacerki codziennie, codziennie dużo miłości by mieli, dużo by mieli.... Gdyby ktoś chciał im dać szansę!

...i nam też...

niedziela, 26 lipca 2015

Prawda to smutna, śrut bywa w futrach...


Nudzi się chyba dwunożnym. Nudzi sięęęę baaardzo.... Wyszliby z psem na spacer. Porzucaliby piłkę. Skosiliby trawę sobie czy sąsiadowi. Przynieśliby zakupy/węgiel/cokolwiek sobie czy jakiejś starowince. Patyka by nawet sobie poobgryzali, to też ciekawsze zajęcie, ale nie! Kupują sobie taki sprzęt z długą rurką do którego wkłada się takie małe kulki i potem się naciska, robi PIF-PAF i kulka leeeciiiii!

Ostatnio głośno było o potrzelonych czworonogach, które niestety miały takiego pecha, że te kulki nie przeszły bokiem, ale utknęły w takich kiepskich miejscach... i niestety... tego no...

U nas mieszkają dwa psy, które przeżyły takie małe, pif-pafowe piekło.

Od kilku miesięcy czeka u nas na nowego właściciela Azor.


Azor został znaleziony pod płotem przy domu w jednej z pobliskich wsi. Pewnie szedł przed siebie szukając szczęścia i siły go opuściły w końcu... Był kiedyś żywą tarczą. Psioweci nam powiedzieli, bo po nim tego nie widać, on sam się też zupełnie nie skarży, że coś gdzieś go boli. Jest tak przyjazny i sympatyczny, że został ostatnio zabrany na marsz! Szedł z dorosłym i mniej dorosłym dwunożnym, i zachowywał się wzorowo. Na szczeście nadal kocha ludzi i wszystkie dobre rzeczy, które się z nim wiążą. Wszelkie głaskanko, drapanko, spacerowanko, wszystko jest dla Azora fajne!


Ciężko patrzeć, jak Azor się rozstaje z Wolontariuszem po spacerze. Jakby sie dało, to by go zatrzymał za rożek koszulki, przytrzymał łapami albo po prostu wyszedł razem ze ścianą kojca, byle go nikt nie opuszczał... Ciężko przeżywa rozstania. Może Azor wcale sam nie wybrał swojej wolności, która zakończyła się pod płotem...? Może ktoś go zostawił, a on biegł i biegł za kimś, ale dogonić nie mógł, trop się urwał... Bezsilność została... 

Kto przygarnie Azora na dobre i złe? Kto pokaże, że nie trzeba się bać, że zostanie na jakiś czas sam, ale nie na zawsze, bo wróci się do niego? Azor pokocha na zabój swojego nowego człowieka, jakikolwiek on będzie, tylko niech go więcej nikt nie porzuca, bo psie serce w końcu pęknie...

Ben nie czeka u nas kilku miesięcy, ale kilka lat... Może za duży? Bo urodę ma!


Albo chodzi o przeszłość Bena, która jest na tyle ciężka dla niego, że musi się najpierw przyzwyczaić do człowieka, zaufać. Do Bena też ktoś pifpafował... Mamy dowody!


Ben do dzisiaj czuje te śrutowe kulki... Albo czuje, albo pamięta, że jak się tam dotknie to będzie bolało i teraz wszyscy u nas wiedzą, że psiura się głaszcze tylko w określonych miejscach, bo jak gdzie indziej się rękę położy, to zały garnitur zębów może pokazać, a jak kto się nie boi i dalej ręce pcha, to jeszcze do tego dochodzą efekty dźwiękowe... Wolontariusze, którzy z nim wychodzą mówią jednak, że Ben to bardzo fajny pies, tylko trzeba po prostu zrozumieć, że ma chłopak uraz i nie głaskać go tam, gdzie nie lubi. Uwielbia za to zabawę, spacery i ludzi, zwłaszcza tych, których dobrze zna. Takim dobrze-znającym zaczyna ufać na tyle, że mogą go głaskać też po miejscach wcześniej niedozwolonych. Po prostu wie, że zrobią to delikatnie i wcale nie będzie to bolało.


Benowi tęskno do człowieka. Byłoby super, gdyby kogoś na tyle to psisko urzekło, że stwierdziłby "nacierpiał się, nie jest winny tego, jaki jest teraz, to wina człowieka. Naprawię to! Sprawię, że mi zaufa i w końcu razem wymaszerujemy do domu, gdzie będzie członkiem rodziny i już nigdy nikt nie zrobi mu krzywdy!". Ach, czekamy na to baaardzo...

Jak się komuś nudzi, zapraszamy do schroniska. Tutaj czeka cała wataha psów i całe stado kotów. Czekają na uwagę, na zabawę, głaski, spacery, mizianie. Pomóżcie ogłaszać te psy w internecie, zorganizujcie zbiórki na rzecz zwierzaków. Wszędzie są jakieś schroniska czy przytuliska, wszędzie zwierzaki czekają na ludzi. Wszędzie jest ktoś, komu zrobi się milej, jeśli podejdziecie i zagadacie. Pomożecie i sprawicie, że ktoś poczuje się chociaż na chwilę wyjątkowy i potrzebny. Czy ma dwie nogi, czy cztery, każdy tego potrzebuje.

Bo jak zobaczę kiedyś, że ktoś celuje w jakiekolwiek stworzenie - Tysona spuszczę!!! On już będzie wiedzieć, gdzie pobiec i w który poślad zęby wycelować...