Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toffin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toffin. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2014

300

Chwalić się nie lubię. Tylko więc szczeknę, że… Albo nie. Jeszcze sobie pomyślicie, że właśnie się chwalę! Już lepiej, żeby Tyson opowiedział, co się ostatnio działo w schronisku…

Trochę się działo, nie za wiele. Nasi bezogoniaści byli w tym takim najważniejszym urzędzie w mieście i opowiadali, jak my tu sobie w schronisku żyjemy. Sporo się nagadali i wszyscy byli zadowoleni. I tam się nasi dowiedzieli, że przyszły wyniki kontroli, co to była w schronisku. Bo była. Parę miesięcy temu. Z tego no… Majka, jak to się nazywa?... Aha, z ministerstwa. Cały miesiąc ta kontrola siedziała i nasi mówili, że sprawdzała wszystko, co się da! A nieprawda! Mnie nie sprawdzali, a dałbym się!...
W każdym razie to ministerstwo napisało, że wszystko jest w porządku, że niczego nie znaleźli… Majka, a czego oni właściwie szukali?... Yyyy… Ale to znowu nieprawda! Bo ja zrobiłem dziurę w całym kocu i oni jej nie znaleźli… No tak, ale u mnie nie szukali…

Dobra, to w sumie mniej ważne. Dla mnie najważniejsze było to, że poszedł do adopcji Mambo. Polubiłem szczeniaka, chociaż siedział u nas krótko.
         
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2815-mambo


Kundelek, roczny może, ale jaki mądry! Ile razy mnie widział, to siadał, pyszczek otwierał i zamierał. A jak go po dłuższej chwili odtykało, to piszczał tym swoim cienkim głosikiem: Amstaf!... Amstaf prawdziwy!... Niby szczeniak, a prawdziwego psa poznać potrafi! No to spacerowałem po kojcu w tę i we w tę… Niech sobie mały poogląda.
I przyszli tacy młodzi bezogoniaści, całkiem w porządku z wyglądu, i adoptowali go. Będzie mieszkał w bloku. Może nas tu kiedyś odwiedzi. Chciałbym…

Czekaj, Tyson, teraz ja! Pisz na razie to, co ja dyktuję. Swoje dokończysz potem… Niech no sobie na tej twojej budzie przysiądę wygodnie… Dobra, jedziemy!... No więc, jak wspomniałam, daleka jestem od chwalenia się, ale ostatnio zrobiłam dokładną kontrolę na blogu i…

Ooo, ślicznie! Siedź sobie na tej budzie, gap się na księżyc, natchnienia szukaj i dalej warcz sobie swoje. A póki mi przez ramię nie zaglądasz, ja będę pisał swoje.
Właściwie to na samym początku powinienem o tym napisać. Poszedł do własnego domu Toffin! Nasiedział się, stary, w schronisku parę lat, pisaliśmy tu o nim nieraz… Parę miesięcy temu poszedł na dom tymczasowy i całkiem nieźle tam miał. Ale dom tymczasowy, nawet najlepszy, to jednak nie to, co własny dom i właśni bezogoniaści.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/73-toffin
           
No i trafiło się, że jedni tacy, już w słusznym wieku, postanowili go adoptować. Wcześniej mieli już jagd teriera, podobno podobnego do Toffina, ale odszedł – starutki był. Nawiązali kontakt z naszymi, odwiedzili Toffina i przypadli sobie do gustu. Mieli się spotkać parę razy, ale skończyło się na dwóch. I on, i oni nie mogli się doczekać, żeby razem zamieszkać. Pewnie dobrze mu tam będzie, jak się już przyzwyczai do nowego miejsca.
A właśnie, muszę szczeknąć Majce, żeby skoczyła i zobaczyła, jak mu tam…

I jeszcze Jango znalazł sobie dom. To z kolei kundelek, ale też już starszy – ma z osiem lat. Przyprowadzili go do nas policjanci. Ktoś go na jednym osiedlu przywiązał do drzewa i zwiał.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2798-jango
           
Bardzo był przestraszony, jak tu siedział. Ledwo się odważał pysk otwierać. No więc niewiele o nim właściwie wiem. Za to do bezogoniastych lgnął. Widać było, że domowy pies. Miał dom, pewnie całe lata. I nagle nie miał już domu… Chyba nawet nie wiedział, dlaczego… Ale teraz ma już nowy. Szczęście, że nie siedział tu długo. Bo schronisko to było nie najlepsze miejsce dla niego…
Nawet nie wiem, kto go adoptował. Akurat ucinałem sobie drzemkę, kiedy go zabrali. Może Hedar albo Imbir będą wiedzieli, ale oni się ostatnio nie pokazują. Chlapa się zrobiła, no to wyłażą z biura tylko na siku i zaraz gonią z powrotem.

W ogóle ostatnio jest dobry czas dla starych psów. Bo poszedł też Falkon. Siedmioletnia włochata przytulanka. Kundel, oczywiście. Tułał się po ulicach, póki go ktoś nie zgłosił i nasi nie przywieźli. Jakieś trzy tygodnie temu.
           
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2810-falkon


Też domowy psiak. Jeden z tych, dla których nie ma życia bez bezogoniastych. Jak tylko któryś wszedł do jego kojca, to zaraz tulił się do niego… E tam, tulił! Wciskał się po prostu. I nie chciał się odkleić. Innych psów chyba trochę się bał. Ale na szczęście znaleźli się bezogoniaści, tacy w średnim wieku, i adoptowali go. Będzie mieszkał w domku. I dobrze… Co?...

Nic, pytam, czy nadążasz. Nie za szybko dyktuję?... Dobra. No to podsumowuję: napisaliśmy więc – wpierw, przez pół roku, Cygan, a potem ja - trzysta postów! Ten właśnie jest trzechsetny! Łatwo obliczyć: trzysta postów, po dwa w tygodniu, to daje sto pięćdziesiąt tygodni! Prawie trzy lata pisania. Nie, żebym się chwaliła, ale dobrze, jeśli będziecie wiedzieli.
No, żeby było po sprawiedliwości, to trzeba dodać, że parę postów napisał też Tyson. I że tak właściwie, to od dłuższego czasu to on pod moje dyktando stuka w klawiaturę, bo ja nie mogę. Z wiadomych przyczyn. I czasem jeszcze jeden sierściuch… Ale on nie chce, żeby go wymieniać z imienia. Boi się, że nie znajdzie sobie domu. Kto by chciał wykształconego kota? Podobno dzisiaj wykształconym nie najlepiej się żyje. Można by z tym dyskutować, ale po co. Wolno każdemu mieć własne zdanie.
I to tyle. Jeśli o tym jubileuszu wspominam, to tylko z kronikarskiego obowiązku, naprawdę.
Tyson, kończymy. Wyłącz kompa…

Już, zaraz…
Poleciała. Ta, co się chwalić nie lubi. Ale jak ją chwalą, to lubi, czemu nie! Więc jak ją w komentarzach pochwalicie, to pewnie będzie zadowolona.
No, o mnie też możecie wspomnieć. Co to ja, gorszy?


środa, 23 października 2013

TOFFIN



            Właśnie zabierałam się z Tysonem do pisania tego posta, kiedy w schronisku coś się wydarzyło. Noc, ciemno, prawie wszystkie psy śpią pochowane po budach, a tu nagle… Gdybym miała jeszcze sierść, to by mi się zjeżyła na karku. Bo chociaż stara, udomowiona w zasadzie przez wieloletnie życie wśród bezogoniastych w schronisku, to przecież stare atawizmy we mnie drzemią i czekają tylko na stosowną chwilę… A to, co usłyszałam, obudziło we mnie instynkt łowcy. We mnie, w psim duchu! To co dopiero szczekać o Tysonie! Natychmiast się zjeżył, zaskowyczał i wyprężył ogon.
            Tkwiliśmy dłuższą chwilę nieruchomo, chociaż dźwięk już się nie powtórzył. Potem Tyson warknął:
- Na co czekasz? Leć, zobacz!
Poleciałam. Nawet nie musiałam szukać długo, bo od razu wiedziałam, skąd dochodził ten dźwięk. I rzeczywiście. Stara głupia suka leżała pośrodku kojca i żarła coś łapczywie. A z tego, co żarła, zostały już właściwie tylko łapki, chyba wątroba i kawałki skóry z kolcami….
- I po coś to zrobiła, ciemna maso? – spytałam. – Nie mogłaś się powstrzymać?
Próbowała się stawiać:
- A bo wlazło mi paskudztwo do kojca i od razu do miski. Ale ja nie spałam…
- Zbiedniałabyś, jakby ci zwierzę trochę chrupek zżarło. Sama przecież nie dojadłaś, miałaś dość. A rano byś dostała kolejną porcję!
- Co moje, to tego bronię!
- I żresz wtedy wszystko, co podleci? Mało miałaś kłopotów z żołądkiem? A chcesz, żeby cię adoptowali? Taką agresywną?
- Są tacy bezogoniaści, co to lubią!
- Pewnie! Jeden taki cię już kiedyś wziął. I co? I znów tu trafiłaś!
- No bo on…
- Co on?
- … Nic.
Siedziałyśmy długo nad resztką tego czegoś. I tak sobie rozmyślałyśmy niewesoło. W końcu ona się odezwała:
- Napiszesz o tym?
- Napiszę.
- To nie pokazuj mojej fotki, co?
- Pewnie, że nie pokażę... Wracam do Tysona.

Toffin, póki był w schronisku, sprawiał problemy. Nie to, że agresywny, zły, niemiły, nie. Ale całkowicie wycofany. Na tym blogu już była o nim nieraz mowa.
           
Siedział w kojcu z siostrą, z Melisą i gdyby nie ona, to może wcale nie wyłaziłby z budy. Przy niej czuł się pewniej. A ona była jak najbardziej spoufalona z bezogoniastymi.


       

Tylko że ona znalazła sobie dom, a Toffin został. To jeden, to drugi bezogoniasty czy bezogoniasta brali go na kieł i próbowali socjalizować. Bez większych skutków. Niektórym nie wystarczało cierpliwości. Inni – gdy już osiągnęli pewne wyniki – rezygnowali z działań w wolontariacie. Pod tym względem psiak nie miał szczęścia. No i żył sobie tak w schronisku rok i drugi. Prawie cały czas w kojcu, bo na spacery trzeba go było wyciągać dosłownie na siłę.
Ale wreszcie trafiła się bezogoniasta, której po pewnym  czasie zaufał. Jak to gadają bezogoniaści, ma dziewczyna rękę do psów. I nie trwało długo, a wzięła go na dom tymczasowy. Miała tam już jedną schroniskową suczkę, Astę. Wziętą od nas już dawno, więc słabo ją pamiętamy – taka sobie dość duża w typie labradora.. a może owczarka… a może… No w każdym razie to łagodna i pogodna suczka. I Toffin zaczął z nią razem mieszkać. Może jakoś przypominała mu Melisę, może nie, ale w każdym razie dogadali się. I on się teraz od niej uczy, jak żyć z bezogoniastymi i nie pozwolić, by weszli psu na łeb.
Oto osiągi Toffina:
Gazety służą do rozszarpywania. Ciuchy też – przynajmniej jak są w zasięgu kłów. Tu bezogoniaści szybko się zorientowali  i zabrali psu ten powód do radości.
Kable smakują może nie najbardziej, ale szczęki na nich ćwiczyć można. (A jak bezogoniastym nie odpowiada, to niech zrobią w domu remont i pochowają te kable w ścianach, o!).
Firanki – czemu to właściwie służy? Jak nagle wiatr zawieje i toto zaczyna faflować, każdy pies się przestraszy! Więc na wszelki wypadek trzeba się trzymać z daleka.
Dom to nie kojec – w nim się nie załatwia! To Toffin chwycił od razu.
Schody – jeszcze jeden wynalazek bez sensu. Początkowo Toffin siadał i ani w te, ani we wte. Ale zobaczył, że Asta łazi po tych garbach i zaczął sam próbować. Idzie coraz lepiej. Asta patrzy na niego ze szczytu schodów i cierpliwie czeka, aż Toffin do niej dołączy.
Winda – coś podejrzanego. Ale skoro Asta się nie boi…
Siadanie bezogoniastym na kolanach. Komu to potrzebne? Takie spoufalanie się? No, ale skoro bezogoniastym zależy… I Toffin robi łaskę.
Spacery, czyli sam miodzio! Są właśni bezogoniaści, jest Asta, więc inne dwunogi i czworonogi się nie liczą. Ogon w górę i do przodu! (Ale ja głupi byłem, że nie chciałem korzystać w schronisku!)
No właśnie, schronisko. Niedawno Toffin wraz z Astą odwiedzili nas tutaj. Szybko przeleźli między wiatami i pognali na wybieg. Asta mniej chętnie – jakby straciła tu pewność siebie, wolała trzymać się swojej bezogoniastej. Ale Toffin korzystał z rozkoszy otwartej przestrzeni bez skrępowania i strachu. Pomyśleć, że kiedyś na wybiegu stawał jak słup i zamierał! No, ale teraz on już jest domowy. I z tego, co wiemy, pobyt tymczasowy zamieni na pobyt stały.
Zasłużył!

środa, 24 kwietnia 2013

KRWAWE DNI…



Kropeczka wytoczyła się z biura, żeby: a) odszczapluszczyć się; b) odkasztanić się; c) porozglądać się; d) porobić coś, bo nuuuudrno! Ileż można w biurze patrzeć na bezogoniastych biurowych, którzy gadają ze sobą, z telefonami, z interesantami, z komputerami, a dla biurowego psa ani chwili czasu nie mają? No więc wylazła, zrobiła, co miała i przykolegowała się do jednej bezogoniastej, która szła akurat uzupełniać psom wodę w miskach. Woda w miskach chlup chlup, tłuszcz w Kropeczce analogicznie i tak od kojca do kojca. Aż tu w jednym siedzi ktoś – nowy! Kropeczka zerknęła, a ten nowy wydał głos, cytuję: Hau!
Słonina w zasadzie latać nie potrafi, ale ta w Kropeczce jak najbardziej!...
I tak Kropeczka po raz pierwszy – i ostatni, jak na razie – spotkała się z Muchomorkiem. To taki biały w czarną łatą, w kwiecie wieku bulterier. W schronisku znalazł się niedawno, przywieziony z jednego z pobliskich przytulisk dla psów.
                        

Dostał w życiu za nieswoje. Jest cały obolały, w strupach, ma grzybicę skóry i zwyrodnienie stawów. A przecież ma dopiero pięć lat! Jakieś nagniotki czy odciski paskudne ma na kolanach – musiał bardzo długo leżeć na gołym betonie. No i albo uciekł komuś, albo został wyrzucony. Jeśli to pierwsze, to wcale się nie dziwimy. Jeśli drugie – to ten, kto go wywalił, zrobił mu przysługę. Nawet w schronisku będzie mu chyba lepiej niż u dawnych właścicieli.
Muchomorek bezogoniastych akceptuje, choć ostrożnie. Natomiast z innymi psami nie chce mieć nic do czynienia, przynajmniej na razie. Robi minę: nie podchodź, bo krew się poleje! Stąd niezbyt miłe przywitanie Kropeczki. Dobra, niech odtaje. Potem się zobaczy, czy wciąż będzie taki nietowarzyski.
           
Całkiem inna jest za to Tolka. Trzylatka w typie owczarka, choć jak się jej dobrze przyjrzeć, to ma w sobie coś z dzikiego wilka. Błąkała się po jednym z miejskich parkingów i tam ją nasi zwinęli.
                       
Ludzi się nie boi, od psów nie stroni. Chce dobrze żyć i z jednymi, i z drugimi. Za przysmaki połowę sierści by oddała! Za czochrania i głaskanie również. Ale ma mankament. Obroży i smyczy nie zna i nie znosi. Nasz bezogoniasty chciał jej zrobić zdjęcia, więc próbował wyprowadzić ją w kojca. Ani się obejrzała, już miała założoną obróżkę, ale gdy tylko wpiął jej smycz, padła i nie chciała się ruszyć z miejsca. Złapała smycz w paszczę i zaczęła wściekle gryźć i powarkiwać.
Nie kijem go, to pałką! Bezogoniasty spróbował suczkę wynieść na zewnątrz. No to ona go chap! I krew się polała! Bezogoniasty przez chwilę przypominał Kropeczkę po spotkaniu z Muchomorkiem, ale szybko się opamiętał i wrócił. A Tolce zrobiło się głupio i zaczęła przepraszać.
Ostatecznie ma zdjęcia, ale zrobione w kojcu.
A teraz czeka ją nauka obrożowania i smyczowania. Ciekawe, jak długo potrwa.

A propos fotografowania. Nasze psy miały się fotografować z Budką Suflera. Ponoć bardzo sławną. No to wszyscy byliśmy ciekawi, co to będzie za budka i jaki jest ten Sufler. Chyba jakiś malec, skoro nie ma budy, tylko budkę. Ostatecznie na tę sesję zdjęciową pojechali tylko Arni i Spajdi. Ale żadnego Suflera nie zobaczyli, budki też nie, tylko zwykłych bezogoniastych. O, takich:

           

Ale to tak na marginesie. Są ważniejsze sprawy. Na przykład ta z Tofinem. Dawno nic już o nim nie było na tym blogu. A on, niestety, ciągle sprawia problemy, chociaż tyle lat już tutaj siedzi. Od zawsze unikał bezogoniastych. Gdy przychodzili, by posprzątać, albo przynosili jedzenie, Tofin chował się do budy. Podobnie jak jego towarzyszka z kojca, Melisa.
           


O obroży i smyczy – zapomnij. I jedno, i drugie czując , że się im to zakłada, natychmiast robiły mustanga, to znaczy wierzgały to przednimi, to tylnymi łapami, albo wszystkimi na raz, tarzały się po ziemi i wydawały końskie wrzaski: I-hauhau! I-hauhau! I zęby szły w ruch. W efekcie – zero spacerów.
Znalazła się jednak pewna wolontariuszka, która uparła się, że je oswoi. Razem z nasza główną bezogoniastą spędzały z Tofinem i Melisą wiele czasu. I powolutku szło ku lepszemu. Po pary tygodniach oba psy poszły wreszcie na wybieg. To był szok. Melisa lepiej zniosła swobodę. Tofina zamurowało. Gdy suczka podeszła do niego w pewnej chwili, próbował się w niej schować! Musiała wiać. No, ale pierwsze kroki zostały zrobione.
Tyle, że ta wolontariuszka, której Tofin zaufał, przestała przychodzić. A Melisa znalazła sobie dom i odeszła ze schroniska.
I zaczął się regres. Tofin znowu zagresywniał i stał się nieufny.
Aż ostatnio nasza główna bezogoniasta straciła cierpliwość. Wzięła się za Tofina. Z jeszcze jedną bezogoniastą ubrały kundla w szelki, przypięły smycz, narzuciły na zwierzaka koc i wyniosły na wybieg. Tofin darł się, szamotał, aż został wypuszczony na łąkę, na trawę, na swobodę… Spędził na wybiegu pół dnia.
Kiedy przyszła pora powrotu do kojca, procedura się powtórzyła: tylko bez koca, z samą tylko smyczą. Oczywiście znów zaczęła się corrida. Bezogoniaste złapały Tofina z przodu i z tyłu – i do góry! Podniosły, ale tym razem pies się wywinął – i haps! I krew się polała. Dostało się naszej głównej bezogoniastej. Ale nie wypuściła Tofina! On ją żarł, ona niosła.
Takie operacje wynoszenia na wybieg – póki Tofin nie zaakceptuje smyczy -  mają się odbywać częściej – i do skutku. Zobaczymy, jak to pójdzie. Tu u nas jest sporo bezogoniastych do pogryzienia!

No, tośmy sobie dzisiaj popisali. Biedny Tyson! To jeszcze tylko kolejny odcinek „Psichdziejów” i fajrant!


 aby powiększyć kliknij na obrazek lub najlepiej otwórz w nowej zakładce