Oczami Bezdomnego Psa

środa, 9 grudnia 2015

Ciemno w sierści, głucho u Bidka, co to będzie...?

To ja. Dżokej. Bidek nie pisze chwilowo, zasnął... Niech śpi... Nie będę go budził, jest wystarczająco zestresowany, trochę to moja wina, ale tak mnie błagał, żebym mu powiedział w psiomigowym, o co chodzi... Wcale mnie nie przygniótł swoim cielskiem! Przypadkiem stanął mi na stopie i musiałem powiedzieć...

Co musiałem powiedzieć, o tym zaraz... Na razie jak już wspomniałem, że ciemno w sierści, to przedstawię, kogo to nie można zgubić w nocy, bo inaczej będzie trzeba czekać do rana na znalezienie! Wogóle to się mówi, że czarne zwierzaki mają gorzej. Że niby psy są agresywniejsze czy coś... A koty przynoszą pecha, jak przebiegną drogę. Ech.

Na przykład Nowa. Imię ma śmieszne, bo jak była nowa, to można było mówić, że nowa jest Nowa, ha! Ale teraz jak się ktoś pyta, czy wie, gdzie jest Nowa, to można się kłócić, czy Nowa to imię, czy nowa, bo nowo przyjęta... W każdym razie Nowa nie jest już nowa, ale jest coraz fajniejsza.


Na początku nie była taka fajna, bo się bała, ale teeeraaaz to pies do rany przyłóż! Znaczy ja nie życzę żadnych ran! Ale dwunożni tak mówią, to ja chcę być też taki uczony... Nowa jest całkiem psiejska, bo i na spacer można wziąć i poprzytulać się, i pobawić... Tak po prostu jest do wzięcia i pokochania od zaraz... Poza tym patrzajcie, jak jej się sierść błyszczy! Czy ktoś by powiedział, że ona schroniskowa!?

Albo Moira.


Moira uwielbia siedzieć na kolanach, a jak się na kolanach siedzi, to przecież się nie przebiega drogi nikomu, prawda!? Tak jak Nowa jest psiejska całkiem, tak Moira jest całkiem kociejska! Wie, co to pojemnik ze żwirkiem, wie też, o co chodzi, kiedy pokaże się jej jakąś myszkę ze sznurka czy coś... Musiała kiedyś mieszkać w domu, tak nasi podejrzewają. Szkoda, że nikt się po nią nie zgłasza, czy nowy opiekun, czy ten poprzedni...

A teraz, co chciałem powiedzieć... Znaczy nie chciałem, ale tak mi Bidek przydusił stopę mą zgrabną tym wielkim łapskiem i nie chciał zejść, aż mu musiałem obiecać, że jak mnie puści, to mu powiem, znaczy wymigam, dlaczego nasi tacy zmartwieni i dlaczego Kiero tak jeszcze bardziej smutnieje, kiedy się zamyśla głaszcząc Bidka... Bo Bidziu to jest jego, taki JEGO-JEGO. Wlazł mu w serce i rozepchał się obok jego prywatnego psa i co poradzić! No tak ma!

Jeśli zaś chodzi o tego naszego ośmioletniego szczeniaka... Bidek miał operację... To wiecie... Chyba, że nie wiecie, to może zacznę od początku.

Bidek do nas trafił z jakimś koszmarnym bałaganem w uszach. Takim bardzo koszmarnym. Nasi próbowali różnymi specyfikami się tego pozbyć i się trochę udawało, ale trochę nie. Próbowali z zewnątrz i od środka działać, ale cholipcia, no uparte to było. Psioweci podpowiedzieli, żeby nasi pojechali z Bidkiem do dalekiego miasta, żeby mu porobić kilka zdjęć takich od środka. Tamtejszy psiowet stwierdził, że bidkowe uszka się zatykają i cośtam się w środku zrobiło twarde, a powinno być miękkie, więc konieczna jest operacja, która sprawi, że będzie wszystko cacy i uszka zaczną działać sprawniej, a przede wszystkim uda się pozbyć tego bałaganu na stałe! Duża była szansa...


Operacja się odbyła, wszystko szło jak trzeba, Bidziu zaczął nawet ociupinę słyszeć!

...aaaż tu dnia pewnego nasi podczas codziennego czyszczenia nieco zbledli... Coś nie było jak trzeba. Nie poddawali się, szorowali i szorowali, ale nic nie szło... Wizyta pooperacyjna u psioweta w dalekim mieście była wyznaczona niebawem iiii niestety nie rozwiała obaw. Bidkowi się w uchu wszystko zepsuło i zatkało na amen... Niczyja wina, bo i psiowet, i nasi zrobili wszystko jak trzeba... Się stało tak i juz...

I teraz były dwa wyjścia... Albo zostawić wszystko, czekać... Ale wtedy na pewno by się to dla Bidzia dobrze nie skończyło. Bardzo niedobrze by było za kilka miesięcy. Tak, że nawet nie napiszę jak...

Albo jest szansa - zrobić Bidkowi operację. Operacja jest BARDZO ciężka. Nasi mówili, że BARDZO i że CIĘŻKA. Wszystko dużymi literami. Bidziowi usuną całe uszka... Caluśkie, caluteńkie... Bo ucho to nie tylko to, co na zewnątrz. W środku jest duuużo dużo kanalików, rurek, ponoć są jeszcze bębenki! I to wszystko Bidkowi muszą usunąć...


Czuł Bidek, że coś jest nie tak, że inaczej się na niego patrzą... No i cóż, on nie słyszy, ja słyszę i obaj umiemy psiomigowy... Powiedziałem mu co i jak, że operacja, że uszka, że przecież i tak nie słyszy, że inaczej za kilka miesięcy nie dość, że by nie słyszał, to jeszcze nie widział, nie czuł i wogóle nie żył...

Operacja Bidka w piątek o godzinie 12. Jak duża wskazówka i mała spotkają się u góry. Trzymajcie kciuki za Bidzia... Żeby wszystko się udało i żeby nic niespodziewanego się nie stało...

Pozdrawiam!
Dżokej.

5 komentarzy:

  1. Trzymamy! Trzymaj się Bidek dasz radę! :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochany trzymaj się, będzie wszystko dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę trzymał kciuki za Bidzia, odkąd pojawiły się informację o jego problemie kibicuję mu jak tylko mogę! Fajnie, że udało się też zebrać całą kase na operację!

    Pisz na bieżąco co u niego.

    OdpowiedzUsuń