Oczami Bezdomnego Psa

niedziela, 29 grudnia 2013

ADOPCJE, MIŁOŚCI…



Aha, pewnie któryś bezogoniasty przechodził właśnie obok kojca, w którym siedzi Agri, bo wrzask na całe schronisko!... Taki zły wrzask… Bo Agri to pies łańcuchowy, który prawdopodobnie zerwał się z łańcucha i zwiał. Długo się swobodą nie nacieszył, bo nasi złapali go niedaleko schroniska. Teraz siedzi i ma za złe. I pewnie ma swoje powody. Za bezogoniastymi nie przepada, stąd te wrzaski, gdy któregoś widzi. A że jest silny i dość duży, w kwiecie wieku, to wrażenie robi… No cóż, w końcu się wyciszy. Ale na razie…
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2767-agri
                       
            No nie, myśli zebrać nie można przy tym wyciu i szczekaniu… Skoczę do lasu. Popatrzę, jak się sprawuje Henna na spacerze, a Tyson niech opowiada dalej…

            Poleciała… A ty się, psie, męcz i opowiadaj! Ale o Hennie, to akurat mogę, bo to amstafka, jak ja. I w schronisku jest chyba tylko jedno zwierzę fajniejsze od niej… No dobra, wystarczy. Jeszcze ktoś sobie pomyśli, że się przechwalam.
            No to było tak. Henna, duża i silna dwulatka, trafiła do nas jakieś pół roku temu. Ktoś ją przywiązał do drzewa przy drodze, niedaleko miasta. Była w dobrej kondycji, zadbana – domowa bez dwóch zdań. Wykonywała polecenia, bezogoniastych lubiła. Jakoś się do schroniska przyzwyczaiła. A ja pomagałem, jak mogłem.
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2366-henna
                       
            I niedawno zaczęli ją odwiedzać tacy dojrzali bezogoniaści. Wyglądali i pachnieli całkiem nieźle. Mieli jeszcze syna, na moje oko dwunastoletniego. Też w porządku. Upatrzyli sobie Hennę i powoli się do siebie przyzwyczajali: spacery, czesania, wiecie, takie tam… I któregoś dnia zabrali ją do domu, na próbę. A tam czekała na suczkę jeszcze jedna bezogoniasta, najmłodsza, córeczka…
            Z tej próby Henna wróciła całkiem nie w sosie. Nawet zbytnio szczekać nie chciała o tym, co się stało. A stało się to, że wszystko zapowiadało się dobrze. Nowe miejsce jej się spodobało, ta mała też – ze wzajemnością. Pełna harmonia. Do momentu, w którym starsi bezogoniaści dali córeczce coś w jednej miseczce, a Hennie coś innego w drugiej. I doszło do różnicy zdań, która miseczka jest czyja…
            Gryzienia żadnego nie było, ale warczenie i pokazywanie kłów – owszem. I płaczu trochę chyba też… I strachu w ogóle… Wiecie, w nowym miejscu, w nowych okolicznościach, suczka trochę się pogubiła. Za wiele tego nowego było na jeden raz…
            No i Henna wróciła do schroniska.
            Ale ci bezogoniaści nie zamierzają rezygnować. Dalej ją odwiedzają, spacerują, a po świętach mają spotkać się z naszym zaprzyjaźnionym treserem i rozpocząć z nim pracę. I oni nie tracą nadziei, i Henna. I ja…

            Przychodzą tu ostatnio jeszcze inni fajni bezogoniaści. Na przykład taka jedna para młodych. Ona gada tak, że ją tu wszyscy dobrze rozumiemy, ale on jakoś inaczej. Bo jest tym no, jak mu tam… nooo… Aha – Anglikiem. I zabierają na spacery różne psiaki, głównie te starsze. Jak rozmawiają z naszymi bezogoniastymi, to niczego nie obiecują, ale jak wejdą między kojce i mówią ze sobą, to można zrozumieć – psy nie głupie, uszy mają i swój rozum też – że chcieliby adoptować kogoś z naszych… Tylko się boją, bo to duży kłopot. Żeby wywieźć psa z naszego kraju do innego, zwłaszcza do tej Anglii, to kupy badań trzeba, papierów, paszportów, zezwoleń, wrr…
            No, ale może coś… Zobaczymy po świętach…

            A trochę wcześniej był u nas starszy bezogoniasty z takiego kraju, co się nazywa Austria. Przyszedł, bo dawno temu, ładnych kilka lat minęło, adoptował z naszego schroniska psiaka. Coś pamiętam jak przez mgłę, ale imienia tego zwierzaka sobie teraz nie przypomnę… No i ten starszy bezogoniasty opowiadał, że żyją sobie tam gdzieś daleko, że im dobrze, że pies ma się doskonale, chociaż już starusieńki jest… A ten bezogoniasty, jak znowu przyjechał do naszego kraju, to przyszedł o nim opowiedzieć. I podziękować jeszcze raz. I zostawił nam w darze trochę tego, co nie śmierdzi. (Wpierw, mówił, chciał coś kupić, ale nie wiedział, co się nam tutaj najbardziej przyda, więc zdecydował się dać te papierki. Nie za dużo, nie za mało – w sam raz!) Dobrą godzinę opowiadał, a potem się pożegnał i poszedł. Obiecał, że przyśle fotki…

            Potem… Aha, nasza bezogoniasta woła Imbira i Hedara. Odpaliło staruszkom, zakochali się. Jest tak, że starych psów się nie kastruje, bo to może im zaszkodzić: wiek nie ten, zdrowie nie to na takie zabiegi… A właśnie do schroniska trafiły nowe suczki. Za krótko są, żeby im zrobić sterylizację. No i dostały cieczki, a kundle stare – małpiego rozumu. I gdy tylko mogą, wyskakują z biura, gdzie mieszkają i lecą do tych nowych. I siedzą pod kojcami, i robią maślane oczy, i prężą się i czasem szczeknie który… Zimno? A co tam!... Pada? Nie szkodzi, my młodzi! Taaa… Hedar wariuje na punkcie Błogiej, a Imbir – widząc Witkę.
            Proszę bardzo – oto Hedar absztyfikant:     
                       
https://lh4.googleusercontent.com/-Du2N-rbTgDc/Uf5x13PuK2I/AAAAAAAARsc/rBUxzkMLEMM/w140-h93-p/lord%2B7810.jpg


            A to jego wybranka Błoga:
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/1521-boga
                       
            Tu natomiast zakochany Imbir –
                      
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2653-imbir


            A poniżej obiekt weschnień Imbira – Witka.
                       
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2740-witka


            Niezłe pary, co?
            Suczki jakoś niekoniecznie podzielają zapędy staruszków. No więc obaj po pewnym czasie tracą nieco wigoru. A gdy jeszcze nasi bezogoniaści ich zawołają do michy, dyrdają, gdzie dają. Cóż, w pewnym wieku racja brzucha jest silniejsza niż racja ducha!...
            Potem nażarte stare samce leżą między biurkami i powarkują do siebie: „Ech, panie, za naszych czasów…” Albo: „Jak dziś pamiętam – za śmietnikiem spotkałem…”. Albo…
            I tak dalej…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz